niedziela, 5 sierpnia 2012

Rozdział 2.


-Zayn, przecież... My ostatni raz tu byliśmy...
-Tak, wiem. Dokładnie 4 lata temu.-powiedział, uśmiechając się.
-Ja potem już tu nigdy nie byłam... Całkowicie zapomniałam o tym miejscu, jednak pojawiało się w moich snach, marzeniach. Nadal nie wierzę...
Dopiero teraz zauważyłam, że mulat miał w ręce koszyk.
-To co, piknik nad starym zapomnianym stawem? - zapytał. Nie musiałam odpowiadać, bo doskonale wiedział, że podoba mi się ten pomysł. Rozłożyliśmy koc i usiedliśmy na nim. Zaczęliśmy rozmawiać o planach na najbliższe miesiące. Gdy Zayn zaczął mówić o trasie koncertowej, wybuchłam :
-Czyli wszystko będzie wyglądało tak, jak myślałam!
-Czyli jak? - po jego pytaniu poczułam, że po moim policzku spływa łza...
-Nagle wracasz, naprawiasz wszystko, znowu jesteśmy przyjaciółmi, a potem znowu wyjeżdżasz i zrywasz kontakt... ja drugi raz nie będę potrafiła...
-Chcesz wiedzieć dlaczego wróciłem? - przerwał mi stanowczo.
-Tak. - odpowiedziałam, czując na policzkach kolejne łzy.
-Zawsze byłaś dla mnie ważna. Traktowałem cię jak siostrę. I gdy nie było cię teraz w moim życiu, poczułem że czegoś mi brakowało. Tak jakbyś była cząstką mnie. Zrozumiałem, że bez naszej przyjaźni nie umiem żyć. Dlatego chcę to naprawić. I chciałbym... Pojechałabyś ze mną w trasę po USA?
Zmusiłam się do uśmiechu. Pomyślałam, że chyba dobrze zrobiłam że nie wyznałam mu uczuć. Ale nie wiem czy potrafiłabym jechać z nim w trasę, skoro jestem tylko przyjaciółką...
-Nie wiem, muszę się zastanowić... - odpowiedziałam i odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Ej, co się z tobą dzieje? Nigdy nie miałaś takich nagłych zmian humoru... Jesteś uśmiechnięta, normalnie ze mną rozmawiasz, potem wybuchasz, prawie płaczesz, znowu uśmiech, a po chwili smutek... Nie ogarniam cię...
-Zayn, zmieniłam się. Ty również. - powiedziałam bez emocji.
-Rzeczywiście, nie jesteś tą samą osobą co kiedyś. Jesteś taka... obojętna.
-Przeszkadza ci moja obojętność? - zapytałam, wpatrując się w jego oczy, jednak on wbił wzrok w ziemię.
-Tak, bo... bo nie jesteś sobą. Widzę, że udajesz że jesteś twarda, i masz na wszystko i wszystkich wyjebane. Ktoś inny by tego nie dostrzegł. Jednak ja... za dobrze cię znam.
-Wcale mnie nie znasz. - odwarknęłam.
-Czemu tak uważasz?
-Nie widziałeś mnie przez prawie 2 lata. Nie odzywałeś się, nie dawałeś znaku życia. A ja postanowiłam, że nigdy, przenigdy nie będę taka jak byłam. Bo zraniłeś mnie Zayn, zraniłeś mnie. A życie jest jak kartka papieru – raz zegniesz i już nigdy nie będzie tak samo. Ty już zrobiłeś jedno zgięcie, i ja nie pozwolę abyś zrobił kolejne.
-Nie możemy zacząć wszystkiego od nowa? Tak jakbyśmy dopiero co się poznali?
-Nie wiem czy będę potrafiła. Zayn, zrozum. Boję się. Boję się, że znowu mnie opuścisz. Bo wiem, że nasza przyjaźń już nigdy nie będzie taka jak kiedyś.
-Obiecuję ci, że cię nie zostawię. - odpowiedział i przytulił mnie do siebie.
Było mi tak dobrze w jego ramionach. Poczułam jego cudowny zapach. Serce zaczęło mi bić nieregularnym rytmem, dłonie zaczęły drżeć. On jednak tego nie zauważył. Wpatrywał się w staw, w pewnym momencie jego uścisk stał się luźniejszy. Spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczami i zapytał :
-Pojedziesz ze mną?
Zrozumiałam, że zostając w Bradford, znowu go stracę. A teraz, nie wyobrażałam sobie życia bez niego.
-Jeśli porozmawiasz z moimi rodzicami, to jasne że tak!
Mulat strasznie się ucieszył. Wziął mnie na ręce i krzyczał, że był pewien że się zgodzę. Po chwili usiedliśmy i dopiero wtedy zaczęliśmy jeść jedzenie, które miał w koszyku. Rozmawialiśmy o tym, jak razem spędzimy najbliższe miesiące. Nasze plany sięgały najdalej do początku lipca. Najpierw 3 tygodnie w Bradford a potem USA. Miało się spełnić jedno z moich największych marzeń. Od zawsze chciałam tam pojechać. Zayn obiecał, że kiedyś pojedziemy tam razem. Myślałam, że nigdy się to nie stanie, przecież już uważałam że straciłam go na zawsze. Ale on wrócił...
Nim się spostrzegliśmy, minęło całe popołudnie. Zaczęło się już ściemniać. Zapakowaliśmy się znowu do samochodu i skierowaliśmy się w stronę mojego domu. Gdy zatrzymaliśmy się, spojrzałam prosto w oczy Zayna.
-Dzisiaj spytamy moich rodziców?
-Jasne.
Chłopak pomógł mi wysiąść z samochodu i ruszyliśmy w kierunku drzwi. Weszliśmy do domu, ściągnęliśmy buty i wepchnęłam go do salonu.
-Dobry wieczór – powiedział nieśmiało.
-Mamo, tato. Zayn chciałby was o coś poprosić.
-O co chodzi? - zapytali zaniepokojeni.
-Za 3 tygodnie wyjeżdżam w 1,5 miesięczną trasę koncertową po USA. I chciałbym zabrać Natalie ze sobą. Jeśli tylko się państwo zgodzą.
Moi rodzice spojrzeli na siebie. Zauważyłam że byli zaskoczeni tą propozycją.
-Z tym twoim zespołem... One... - odparła mama.
-One Direction. Tak, tak. - powiedział z powagą Malik, a ja byłam wpatrzona w niego jak w obrazek. Wszyscy to widzieli, oprócz niego.
-Zgodzicie się? - zapytałam błagalnym głosem.
-Myślę że możesz jechać. Zayn, uważaj na nią. - odrzekł tata a ja ucałowałam obojga rodziców. Zayn również był szczęśliwy. Podziękowaliśmy jeszcze raz i odprowadziłam go do drzwi.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę – powiedział z uśmiechem.
-Ja również – odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek po czym wyszedł.

***
Zayn 
***
Ruszyłem w kierunku samochodu. Byłem niezmiernie szczęśliwy. Jak na razie nie musieliśmy się rozstawać. Kochałem ją, kochałem ją z całego serca. Jednak przez ostatnie 2 lata zachowywałem się jak idiota. Na szczęście wybaczyła mi. Jednak ja nie potrafiłem wyznać jej moich uczuć. Po prostu się bałem. Bałem się odrzucenia...
Wsiadłem do samochodu i po chwili byłem już pod swoim domem. Tam czekała już na mnie rodzinka z kolacją. Od razu dostrzegli, że jestem naprawdę zadowolony. Usiadłem przy stole, moja mama wpatrywała się we mnie z pytającym wzrokiem.
-Natalie jedzie ze mną do USA. - powiedziałem.
-Wiedziałam, od samego początku wiedziałam! - wykrzyknęła moja mama z uśmiechem na ustach. Ja z resztą rodziny spojrzeliśmy na nią.
-No Zayn między tobą a Natalie! Jak długo jesteście razem? - zapytała, nakładając mi spaghetti. W tym momencie kilka par oczu wpatrywało się we mnie.
-Nie jesteśmy parą, to tylko przyjaźń! - odkrzyknąłem w złości. Moja rodzina zwykle nie rozmawiała i nie wtrącała się w moje sprawy miłosne. A nagle zapytali o Natalie. Wyszedłem z kuchni biorąc swój talerz spaghetti i szklankę soku. Poszedłem do swojego pokoju. Włączyłem sobie oryginalną wersję "Torn". Ulubiona piosenka Natalie. Pamiętam, jak przed moim udziałem w X-Factor zaśpiewaliśmy tą piosenkę na międzyszkolnym konkursie talentów. Wygraliśmy... Miała zamiar zgłosić się do ósmej edycji tego programu. Ja jednak w tajemnicy przed nią postanowiłem wziąć udział w siódmej. Wraz z kilkoma chłopakami : Harrym, Louisem, Niallem i Liamem zostaliśmy połączeni w zespół. ONE DIRECTION.  Przyjaźniąc się z chłopakami straciłem Natalie. Uciekłem od mojego życia w Bradford i częściowo od niej samej. Próbowałem zapomnieć, odkochać się raz na zawsze. Ale nie udało mi się...
Zmieniłem piosenkę na "I wish". Przypominała mi o niej. 'I hear the beat of heart getting louder whenever I'm near you.' To dokładnie opisuje moją sytuację.  Przy niej staram się zachowywać swobodnie, ale nie potrafię, nie potrafię! Odpaliłem papierosa. Ona tego nie lubi. Muszę rzucić. 'Cause I got three little words
That I've always been dying to tell you'  Tak, nie umiem wyrazić tego co czuję. Boję się.  Nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni. Nie teraz. Dopiero gdy uda mi się to wszystko odbudować...
***
Zgasiłem papierosa i poszedłem do łazienki. Wziąłem szybką kąpiel i wróciłem do pokoju. Zacząłem zastanawiać się nad moim życiem. Dlaczego wszystko się tak potoczyło? Dlaczego nadal ją kocham? Dlaczego wszystkie dziewczyny porównuje do niej? Dlaczego? 
Z rozmyślań wybudził mnie dźwięk sms'a. 'Hej, co tam u ciebie Misiek?' Perrie. Perrie Edwards. Byłem z nią przez miesiąc. Ale zerwałem, bo zrozumiałem co czuję do Natalie i że od tego się nie uwolnię.  Ona i tak nie odpuszczała. Zadzwoniłem do Nialla, który zawsze mi w takich sytuacjach pomagał. 
-Siemka Zayn! - odebrał już po pierwszym sygnale. Usłyszałem, że prawdopodobnie znowu je. Jak zawsze.
-Smacznego. Mam problem. Perrie.
-Nie tylko ty masz ten problem. - odparł i westchnął.
-To znaczy? - zapytałem ze zdziwieniem.
-Zarywa również do Hazzy... Dzwonił chwilę przed tobą.  Jednak on przecież na nią leci. Mam plan...
-Jaki? - Byłem gotów poświęcić wiele, przecież to uszczęśliwiłoby mnie i Harry'ego.
-Mówiłeś o tej twojej przyjaciółce, w której się kochasz... Udawajcie parę, czy coś... Perrie zajmie się Harrym. A między wami też się ułoży. 
-Nie czy ty oszalałeś? Ja i Natalie? Mielibyśmy udawać parę? - wykrzyknąłem.
-Powiesz jej całą prawdę. Zrób to jak najszybciej. Jest jeszcze wcześnie, przed 21. 
-Ale jeśli ona się nie zgodzi. Bo jeśli by coś do mnie czuła to zapewne...
-DEBILU SAM KRYJESZ UCZUCIA DO NIEJ PRZEZ 3 LATA! - wykrzyknął i rozłączył się.
Nie wiedziałem co robić. Ta sprawa nie mogła czekać, bo pewnie zabiłbym się sam własnymi myślami. Szybko się ogarnąłem, wyszedłem z domu i po chwili podjechałem czarnym porsche pod jej dom.  Zadzwoniłem na dzwonek i otworzył mi jej tata.
-Dobry wieczór, Natalie jest u siebie. - powiedział i wpuścił mnie do środka. Ściągnąłem buty i pognałem na górę. Wszedłem bez pytania. 
-Zayn, co ty tu robisz? - zapytała odkładając gitarę i podchodząc do mnie. Jak zwykle na przywitanie ucałowała mnie w policzek.
-Musimy porozmawiać. - powiedziałem grobowym głosem i usiedliśmy na łóżku.

***
Wróciłam już!  :) Tak jak obiecałam rozdział jest! Dziś późnym wieczorem albo jutro rano będzie kolejny! Mam już prawie skończony 4, jednak wolę zachować jakiś odstęp czasu między rozdziałami :) Dzisiaj popracuję jeszcze trochę nad wyglądem i teraz tak naprawdę praca pójdzie pełną parą!

1 komentarz:

  1. uuu.aaa. dziewczyno. sie porobiło ; 3
    ja czekam. czekam na następny.
    zapraszam do siebie jak masz chwilę.

    OdpowiedzUsuń